Masz talent do pisania i interesują Cię problemy naszej lokalnej społeczności? Chciałbyś/ałabyś przedstawić innym swoje przemyślenia i poglądy lub też zrobić relację z ważnego wydarzenia? Napisz do nas na kontakt@naszepiaseczno.pl i zacznij współtworzyć z nami jako dziennikarz obywatelski.

Poszukiwani przez miłość - CZERWIEC

Utworzone: 1490450340 Źródło: Anna Jagodzińska

Piętnasta trzydzieści i wreszcie można cieszyć się upragnioną wolnością. Po czterogodzinnych warsztatach u Foto Świra, takie przezwisko miał wykładowca fotografii w szkole, do której jeszcze kilka tygodni temu chodziła niewysoka i bardzo nieśmiała dziewczyna imieniem Ania, choć przyjaciele nazywają ją Ana. Gdy wyszła z budynku, jej długie brązowe włosy rozwiał wiatr, w każdą możliwą stronę. Dziewczyna poprawiła je i spojrzała się w stronę słońca. Postała chwilę na schodach, czując, jak promienie słońca otulają jej bladą skórę. Nałożyła full cap’a na głowę i ruszyła w kierunku przystanku autobusowego. "No nie znowu." - powiedziała sam do siebie, gdy spojrzała na rozkład odjazdu. Niestety ostatni autobus, który mógł dowieść ja do domu w całym kawałku, odjechał pięć minut temu, wiec postanowiła przejść się pieszo. W myślach już układała przekleństwa na nieznośnego kierowcę, który zawsze przyjeżdża pięć minut wcześniej, niż powinien. Przez niego musiała teraz iść na inny przystanek aż sześć kilometrów. Na drogach, które mijała, panował niewielki ruch. Wychodząc z centrum miasta, zauważyła pięcioosobową grupkę mężczyzn, ścigających się motocyklami. Od razu poznała model. To były jeden z jej ulubionych - japoński motocykl sportowy Suzuki GSX-R 1000 z silnikiem R4 i prędkością maksymalną 340 kilometrów na godzinę. Motocykliści przejechali dosłownie obok niej. Jeden z nich odwrócił wzrok z ulicy i skierował go na dziewczynę. Nagle nie zauważył, że światło zmieniło się z zielonego na czerwone. Wiedział, że nie zdąży i wjechał na chodnik. Jedyną, rzeczą, która mogła go wtedy zatrzymać, był kontener stojący na poboczu, w którego uderzył. Ania podbiegła do niego szybko i sprawdziła, co się stało. W tym czasie wokół wypadku zebrała się grupka przechodniów i pozostali motocykliści. Mężczyzna stracił przytomność. Po chwili dziewczyna zorientowała się, że chłopak nie oddychał. Pomimo swojej niechęci do reanimacji. Nigdy tego nie lubiła w szkole. Postanowiła mu pomóc. Delikatnie z pomocą starszego pana zdjęła kask z głowy chłopaka i ujrzała Oliviera Blacka. Sławnego piosenkarza z Wielkiej Brytanii. "O matko." - pomyślała Ania. W głowie powtórzyła sobie szereg czynności i zaczęła reanimacje. Najpierw trzydzieści uciśnięć, potem dwa wdechy. Z chwilą, gdy usta Olivera zetknęły się z ustami Ani, dziewczyna poczuła dziwne mrowienie. Na szczęście chłopak zaczął oddychać, choć nadal był nie przytomny. Kiedy ułożyła go w pozycji bocznej - bezpiecznej przyjechało pogotowie.

-       Gdzie są poszkodowani? - zapytał jeden z ratowników, który wyglądał, jakby ktoś przerwał mu sen.

-       Tutaj leży jeden chłopak. Jest nieprzytomny, ale oddycha - odrzekła dziewczyna.

-       Wykonywałaś jakieś czynności? - spytał ratownik.

-       Trzydzieści uciśnięć i dwa wdechy - odparła dziewczyna.

-       Zabieramy go do szpitala - oznajmił drugi ratownik.

-       Do którego szpitala? - spytała Ania.

-       Na Mickiewicza - burknął ratownik i wszedł do karetki.

Kierowca na sygnale ruszył w stronę Piaseczna. Szybko przedzierał się pomiędzy samochodami i już po chwili wcale nie było widać karetki.

-       Gdzie oni go zabrali? - zapytał z przerażenie jeden z motocyklistów.

-       Spokojnie, nic mu nie będzie. Zabrali go do szpitala w Piasecznie. - oznajmiła Ania.

-       Mogłabyś nas tam zabrać? - spytał drugi.

-       Tak, oczywiście. - odparła.

Dziewczyna poczekała chwile z przyjaciółmi chłopaka, który miał wypadek na taksówkę i pracowników firmy, z której wypożyczyli motocykle. Na ich szczęście pracownicy zjawili się bardzo szybko i od razu mogli jechać do przyjaciela. Przez potężny korek przy drodze wylotowej z Warszawy dotarli do niego dopiero po godzinie. Siedząca za kamiennym biurkiem bardzo młoda dziewczyna uśmiechała się do wszystkich uprzejmie. Biała koszula i szmaragdowy żakiet podkreślały jej duże zielone oczy.

-       Przepraszam, godzinę temu przywieziono tutaj chłopaka z wypadku. Gdzie możemy go znaleźć?

-       Leży już w sali na szczęście, jesteście z rodziny?

-       Tak - uśmiechnęła się Ania. - A w jakiej sali leży?

-       Pięćdziesiąt pięć na drugim piętrze. - odrzekła recepcjonistka.

-       Dziękujemy - odpowiedziała i odwróciła się do przerażonych motocyklistów. - Wasz kolega leży w sali numer pięćdziesiąt pięć na drugim piętrze.

-       Dzięki. - odparł jeden z chłopaków z lekkim uśmiechem na twarzy.

-       Spróbuje się czegoś więcej dowiedzieć. - powiedziała.

Wszyscy udali się do klatki schodowej i powoli weszli po schodach na drugie piętro. Gdy dostali na oddział, zauważyli ogromny korytarz w kolorach zgaszonego błękitu i bieli. Ania skierowała się do gabinetu doktora, a chłopaki próbowali odszukać sale z numer pięćdziesiąt pięć. Po krótkich poszukiwaniach weszli do niej i zobaczyli swojego przyjaciela podłączonego do kroplówki. Na szczęście był przytomny. Chłopak najpierw dostrzegł łysawego mężczyznę, a zaraz za nim idącego przyjaciela z bujną czupryną. Jego loki przysłaniały mu błękitne oczy.

-       Ollie. - powiedział pierwszy z motocyklistów.

-       Cześć młody, jak się czujesz? - spytał drugi.

-       Jack, Alex, Lukas, Jacob. Jak dobrze, że jesteście. Jeszcze żyje. - odparł chłopak.

-       Wszystko potoczyłoby się inaczej gdyby nie ta dziewczyna. - oznajmił Lukas.

Chłopak wyłonił się zza Aleksa i jego bujnych włosów. Jak zwykle ze swoim nieskazitelnym urokiem i dobrze ułożonymi czarnym włosami przybił piątkę przyjacielowi.

-       Jaka dziewczyna? - zapytał zdziwiony chłopak.

-       Jakaś dziewczyna przechodziła niedaleko i podbiegła do ciebie. Nie oddychałeś i zrobiła ci sztuczne oddychanie. - wyjaśnił Alex.

-       Jest całkiem seksi. - wtrącił z uśmiechem Lukas.

-       Będę musiał jej podziękować. - odrzekł Oliver.

-       Jest w szpitalu. Pomogła nam tu dojechać i poszła się czegoś dowiedzieć. - odparł Alex.

-       Możesz ją tu przyprowadzić? - spytał go chłopak.

-       Ja pójdę. - oznajmił szybko Jack, przez co zrobił miejsce dla ostatniego motocyklisty.

Jacob odróżniał się trochę od swoich przyjaciół. Pochodził z Dublina i miał trochę ciemniejszy kolor skóry, ponieważ jego tata pochodził ze Sri Lanki. Jack wyszedł na korytarz i rozejrzał się po nim dookoła. Znalazł Anię dopiero na drugim końcu, strojącą ze starszą kobietą, która wyglądała na jakieś sześćdziesiąt lat. Miała na sobie biały kitel, a jej rude włosy wyróżniały się na jasnym korytarzu szpitala. Po małych wahaniach podszedł do nich.

-       Jack. - powiedziała Ania.

-       Mój przyjaciel chce z tobą porozmawiać. - odrzekł.

-       Ale… - zaczęła, ale chłopak jej przerwał.

-       Chodź. - załapał ją za rękę i zaprowadził pod sale.

Dziewczyna otworzyła drzwi sali i stanęła w przejściu. Niechętnie podeszła do Olivera bliżej. Zobaczyła jego niebieskie oczy, które błyszczały jak gwiazdy, a brązowe włosy zakrywały czoło. Gdy ją zobaczył, jego policzki się zaróżowiły.

-       To ty! - powiedziała Oliver, a przyjaciele spojrzeli na niego zdziwieni. - Jesteś dziewczyną z mojego snu. - dodał po chwili.

-       Młody nie uderzyłeś się przypadkiem w głowę. - zasugerował Jacob.

-       Muszę z tobą pogadać. - odparł, próbując wstać z łóżka, ale wtedy Lukas i Alex przytrzymali go.

-       Nie ma mowy. Dopóki pani doktor nie powie, że nic ci nie jest, nie wstajesz. Prasa by miała wzięcie, jakbyśmy odwołali koncerty. - odrzekł Lukas.

-       To ja pójdę po panią doktor. - zaproponował Jack.

-       Nie mogę uwierzyć, że cię spotkałem. To jest tak niesamowite. - powiedział po polsku Oliver.

-       Ty naprawdę mówisz po polsku. - zdziwiła się Ania. - Słyszałam różne plotki, ale nie sądziłam, że to prawda.

-       O czym tak gadacie? - zapytał Jacob. - Wcale was nie rozumiemy.

-       Nie ważne, jak wam przeszkadza, to poczekajcie na korytarzu. - odpowiedział Black. 

Przyjaciele spojrzeli na niego zaszokowani, a następnie na siebie nawzajem. Skinieniem głowy oznajmili, że wychodzą, a Olivier wrócił do rozmowy z Anią.

-       Moja gospodyni domowa jest polką, wyszła za anglika i przeprowadziła się do Londynu. - wyjaśnił Ollie.

-       Nie sądziłam, że Anglicy są pozytywnie nastawieni do polaków. Myślałam, że nas nie cierpicie. - odparła.

-       Bo tak jest w większości przypadków, ale dla mnie nie ważny jest ogół, tylko jednostka. Jeśli Lala jest cudowną panią domu to mam ją zwolnić, bo jest polka? Nie przehandlowałbym jej nawet na tysiąc angielek.

-       To miłe. - uśmiechnęła się Ania. - Dlaczego wyrzuciłeś chłopaków? Przecież martwią się o ciebie.

-       Oni nie rozumieją. Od dwóch lat śniła mi się piękna dziewczyna. Wiele razy marzyłem, żeby ją spotkać. Prosiłem nawet detektywa, żeby ją odnalazł, aż w końcu zrezygnowałem po namowach chłopaków. Cały czas powtarzali, że to tylko sen i na pewno jej nie znajdę. Aż tu nagle w spotkałem ją w Polsce. - wyjaśnił.

-       A może to tylko wyobrażenie? - zasugerowała Ania. - Może jest w Anglii dziewczyna, która jest podobna do mnie i to o nią chodzi?

-       Wiem, że nie. Wiem, że to ty. - powiedział stanowczo Black. - Chciałem ci podziękować, że mnie uratowałaś. Gdyby nie ty, to nie wiadomo, co by się ze mną stało. - Oliver wziął ją za rękę i pocałował jej dłoń jak prawdziwy dżentelmen. - Swoją drogą świetnie mówisz po angielsku jak na polkę. - uśmiechnął się chłopak.

-       Nie. - pokręciła głową. - Strasznie kaleczę angielski. Przynajmniej tak mówiła moja nauczycielka. - odpowiedziała dziewczyna.

Nagle do pokoju weszła ta sama lekarka, z którą przed chwilą rozmawiała Ania. Nie miała zbyt zadowolonej miny.  Tuż za nią weszli przyjaciele Olivera, a Ania wycofała się do tyłu.

-       Oj panie Black. Proszę na siebie uważać następnym razem, bo skończy się to inaczej. - powiedziała srogo lekarka. - Na szczęście nic panu nie jest, może pana tylko boleć tyłek, ale jak się jeździ, po kontenerach to tak jest. - uśmiechnęła się szeroko.

-       To znaczy, że mogę już wstać i wrócić do hotelu? - spytał rozradowany.

-       Tak, tylko musi pan podpisać kilka papierów. - odpowiedziała pani doktor.

-       Za chwile do pani przyjdę. - uśmiechnął się Oliver.

Doktor Krystyna wyszła z sali, a chłopaki podeszli do łóżka przyjaciela. Wtedy Oliver rozejrzał się po sali i nigdzie nie znalazł Ani.

-       Ej, gdzie jest dziewczyna? - zapytał.

-       Nie ma jej? - zdziwił się Lukas. - Przecież stała obok mnie. - odrzekł.

-       Muszę ją znaleźć. - oznajmił Black i wstał z łóżka w mgnieniu oka.

-       Na pewno nie w takim stanie. - odparł Alex.

-       Jack, proszę. Ty mnie zrozumiesz. - powiedział smutno Ollie.

-       Poszukam jej, a ty ogarnij papierkową robotę i wracamy do hotelu. Chłopaki chodźcie. - oznajmił Jack.

Obolały Black zaczął ubierać się w swoje poniszczone ubranie, a jego przyjaciele rozpierzchli się po szpitalu i zaczęli szukać Ani. Jack dostrzegł dziewczynę przy wyjściu i podbiegł do niej.

-       Hej. - złapał ją za rękę. - Czemu uciekłaś? - spytał, gdy dziewczyna się odwróciła.

-       Muszę wracać do domu. - odpowiedziała i ruszyła dalej.

-       Czekaj, czekaj. - Jack wybiegł przed nią i zatrzymał. - Czemu uciekasz? Wiem, że go nie znasz, ale jest naprawdę miłym gościem.

-       Nie uciekam. Wiem, kim jesteście. Znani na całym świecie. Tłumy dziewczyn wiwatują, gdy widzą The Sought. - odparła Ania.

-       Powiedz, chociaż jak masz na imię. - poprosił.

-       Ana. - odparła, minęła chłopaka i ruszyła przed siebie.

-       Wiem, czemu to robisz! - krzyknął Jack. - On i tak nie zapomni. Twoja decyzja tego nie zmieni. - dodał po chwili.

Dziewczyna znikła w tłumie ludzi śpieszących się do pracy. Jack postał chwile i wpatrywał się w miejsce, w którym znikła. Wtedy dołączyli do niego przyjaciele.

-       Nie ma jej nigdzie. - powiedział Alex.

-       Wiem, spotkałem ją. Ollie mi tego nie wybaczy. - opowiedział Adams.

-       Czego ci nie wybaczę? - spytał Olivier podchodzący do przyjaciół.

-       Co ty tutaj robisz? - spytali chórkiem.

-       Podpisałem wypis i jestem wolny. - odrzekł. - Znaleźliście ją?

-       Nie znaleźliśmy jej. - odparł szybko Jacob.

-       Nie będę kłamał Jacob. Widziałem ją. - odrzekł Jack. - Powiedziała, żebym cię przeprosił i że musi iść. Chciałem ją zatrzymać, ale powiedziała, że wie, kim jesteśmy. - starał się tłumaczyć. - Może nie jest ci przeznaczona, tak jak myślisz.

-       Nie odpuszczę tak łatwo! - powiedział stanowczo Black. - Znajdę ją i powiem, że chce podziękować za ratunek.

-       Niby jak chcesz to zrobić? - spytał Jacob. 

-       Nie wiem. - odpowiedział załamany.

-       Panie Black. Panie Black. - krzyczała z oddali doktor Krystyna. - Panie Black, niech pan poczeka.

-       Co się stało pani doktor? - zapytał Oliver.

-       Ta dziewczyna, co u pana była. Wypadł jej dowód z torebki. - odparła i podała dokument w stronę Oliviera.

-       Dziękuje, za chwile jej go oddam. - uśmiechał się, a lekarka wróciła do szpitala. - Właśnie tak ją znajdę. - pomachał dokumentem przed oczami przyjaciół. - Anna Janaszkiewicz urodzona 21 lipca 1997 roku.

-       Ty to zawsze musisz mieć farta. - oznajmił Lukas.

-       Głupi ma zawsze szczęście. - odparł Jacob, a wszyscy zaczęli się śmiać.

-       Musimy ją znaleźć, a to tam w tym pomoże. - znów pomachał dowodem.

-       No dobra, ale nie ma adresu. - wtrącił Jack. - Może mieszkać w promieniu pięćdziesięciu kilometrów. - dodał.

-       Ale tutaj będzie mieszkać tylko jedna Anna Janaszkiewicz. - odrzekł Ollie.

-       Może ona nie chciała, żebyś ja znał, skoro uciekła bez pożegnania i nie powiedziała ci, kim jest. - oznajmił Lukas.

-       I tak ją znajdę. Nawet jeśli nie chce, abym poznał, kim jest. Jak nie będzie chciała, to podziękuje jej, wyjadę i nigdy więcej mnie nie zobaczy. - odpowiedział Black.

-       To jaki masz plan? - zapytał Alex. - Może poprosić o pomoc na policji. - zasugerował.

-       Dobra myśl Alex. - odrzekł Oliver. - Jedziecie ze mną? - spytał.

-       Pewnie. - odparł Lukas.

Całą piątką wsiedli do samochodu, którym chłopaki przyjechali do szpitala. Jack wsiadł za kierownice siedmioosobowego Volkswagena Tourana i skierował auto w stronę centrum miasta, lecz nie mogli trafić na posterunek policji. Chłopak zatrzymał samochód na parkingu niedaleko pizzerii. Na ich szczęście stał na nim starszy mężczyzna.

-       Proszę pana - zwrócił się do niego Oliver.

-       Tak - odpowiedział starszy pan.

-       Chcielibyśmy się dowiedzieć, gdzie znajduje się posterunek policji? - zapytał Black.

-       Musicie jechać prosto tą ulicą, minąć ulicę Wojska Polskiego i skręcić w drugą uliczkę po prawej i tam jest komenda - oznajmił starszy pan.

-       Dziękujemy - odparł z uśmiechem Oliver.

Jack ruszył dalej. Po pięciu minutach byli już na parkingu przed posterunkiem. Przez chwilę wahali się, czy mają wchodzić, ale w końcu weszli do budynku.

-       Starszy sierżant Przemysław Maj. W czymś pomóc? - spytał policjant.

-       Szukamy dziewczyny. Niewysoka brunetka z długimi włosami - odrzekł Oliver.

-       Nie wiele mamy kobiet na komisariacie - odparł mężczyzna.

-       Nie o to nam chodzi - uśmiechnął się Black - Potrzebujemy pomocy - dodał.

-       Zaginęła? - zapytał się policjant.

-       W pewnym sensie tak. Poznaliśmy się dziś rano, a muszę z nią koniecznie porozmawiać. - odparł Oliver.

-       To znaczy, nie zna pan tej dziewczyny? Nie mogę pomóc. - oznajmił policjant. - Do widzenia.

-       Poczekaj, ja to załatwię. - odrzekł Jack.

-       Jack, tylko się nie wygłupiaj. - powiedział Oliver, a w tym czasie chłopak podszedł do policjanta.

-       Mówiłem już, że nie mogę pomóc. - warknął mężczyzna.

-       Proszę pana. Niech nam pan pomoże. Mój przyjaciel się w niej zakochał. Dziewczyna zostawiła dowód, musimy jej go oddać. - szepnął Jack.

-       Miłość. - powiedział ze wzruszeniem sierżant. - No dobrze, ale nie możecie nikomu powiedzieć, że wam pomogłem. Chodźcie. - odparł z uśmiechem.

Policjant wszedł do swojego biura, a za nim weszła cały zespół The Sought. Na szczęście nikogo więcej w nim nie było. Mężczyzna usiadł za biurkiem, a Jack z Oliverem na krzesłach przed nim, pozostali stanęli obok krzeseł.

-       Powiedzcie, co o niej wiecie. - poprosił policjant.

-       Urodziła się 21 lipca 1997. Nazywa się Anna Janaszkiewicz. - odrzekł Oliver.

-       Sprawdźmy, czy była notowana. - powiedział sam do siebie i zaczął wyszukiwać jej w systemie. - Spożywanie alkoholu w miejscu publicznym. - dodał z uśmiechem na twarz. - Tak więc Anna Janaszkiewicz. Zamieszkała przy Dworcowej 7.

-       Wiem gdzie, to jest. Przed cmentarzem. Przejeżdżaliśmy tamtędy, jak jechaliśmy motocyklami. - odparł Lukas.

-       Myli pan ulice. Cmentarz jest przy Dworskiej. Dworcowa jest tam, gdzie jest stacja PKP. To jest drugi dom na lewo. - wyjaśnił mężczyzna.

-       Bardzo panu dziękujemy. - chłopaki podziękowali policjantowi.

-       Nie ma, za co. - uśmiechnął się promiennie. - Taka praca. - dodał po chwili.

-       Do widzenia. - odrzekli, kierując się do wyjścia.

-       Do widzenia. - odpowiedział im, gdy wychodzili z jego biura.

Chłopaki wyszli z posterunku i udali się na parking, gdzie stał ich samochód.

-       Powiedz, jak udało ci się go przekonać? - zapytał Oliver.

-       Mam swoje sposoby. - odparł z uśmiechem Jack.

-       To znaczy? - spytał ponownie zniecierpliwiony.

-       Będziesz na mnie zły, bo powiedziałem mu prawdę. - odrzekł ponownie Adams.

-       Nie rozumiem. - odpowiedział Black.

-       Powiedziałem mu, że się w niej zakochałeś. - oznajmił Jack.

-       Co? Przecież to nie prawda. - Oliver spojrzał na niego ze zdziwieniem.

-       Przestań ściemniać. Odkąd ci się śniła, gadasz ciągle o niej. - odparł Alex.

-       Wcale nie. - bronił się Black.

-       A założymy się? - zapytał Lukas.

-       Możecie się nie kłócić i wsiąść wreszcie do tego samochodu? - spytał Jacob.

Zapanowała cisza. Chłopaki wsiedli do samochodu i nie odzywali się przez cała podróż do domu Ani. Droga do domu dziewczyny trwała piętnaście minut. Gdy do niego dotarli, znów się pokłócili. Tym razem o to, który z nich ma zadzwonić dzwonkiem, aż w końcu Alex nacisnął przycisk domofonu. Po chwili drzwi frontowych wyszła kobieta po czterdziestce o jasnych włosach.

-       Dzień dobry - powiedział z uśmiechem Oliver. - Czy zastaliśmy Anie? - zapytał.

-       Tak, jest w domu - odrzekła kobieta. - A o co chodzi? - spytała zaintrygowana.

-       Jesteśmy jej kolegami - odparł ponownie chłopak. - Możemy wejść? - zapytał.

-       Tak - odpowiedziała niechętnie.

Kobieta uchyliła drzwi i zaprosiła chłopaków do środka. Gdy weszli do domu, z jednego z pokoi wydobywała się muzyka. Dobrze wiedzieli, co to za piosenka. Uchylili drzwi i zastali dziewczynę siedzącą przed biurkiem.

-       Anka - krzyknęła mama dziewczyny.

-       Tak? - spytała, odwracając wzrok w stronę drzwi, a jej oczom ukazali się chłopaki z The Sought.

Usiedli na zaścielonym łóżku, a dziewczyna zamarła. Nie umiała wydusić z siebie ani słowa. Wtedy jej mama chcąc zburzyć ciszę, zaproponowała coś do picia. Oliver odpowiedział za wszystkich, że nic im nie potrzeba, a kobieta wyszła z pokoju.

-       Co wy tutaj robicie? Jak wam udało się mnie znaleźć? I po co w ogóle tu przyjechaliście? - Ania bez ustanku zadawała pytania.

-       Spokojnie, spokojnie. Przyjechaliśmy z Olliem, bo koniecznie chciał ci drugi raz podziękować za uratowanie życia. A znalezienie ciebie nie było wcale takie łatwe, ale się udało… - oznajmił Jack, któremu przerwał zdziwiony Lukas.

-       To niesamowite. Teraz wszystko rozumiem. - odrzekł Lukas.

-       Co jest niesamowite? Możesz nas oświecić? - zapytała pozostała czwórka.

-       Spójrzcie na to. To nasza fanka. - odparł Lukas.

-       Właściwie to Olliego. - wtrącił Jack.

-       Fajny kolaż. - uśmiechnął się chłopak, gdy spojrzał na obraz wiszący na ścianie i puścił do niej oczko. - Zostawiłaś to w szpitalu. - Oliver podał dziewczynie dowód, który zgubiła.

-       Dzięki. - Ania zabrała dokument i rzuciła gdzieś na biurko.

-       Samo dzięki nie wystarczy, należy nam się jakieś znaleźne. - powiedział stanowczo Jack.

-       Nie nam tylko mi. To ja go znalazłem. - wtrącił Oliver.

-       Jakie znaleźne? - zdziwiła się Ania. - Mam ci kupić kwiaty?

-       No nie przesadzajmy. Kolacja wystarczy. - odrzekł Black.

-       Nie wiem, czy to dobry pomysł. - odpowiedziała szybko.

-       Dlaczego? - zdziwił się Jack.

-       Nie powinniśmy się nawet poznać. Wy jesteście z wielkiego świata, a ja jestem prostą dziewczyną z miasta. To był tylko przypadek, że uratowałam Olivera. Miałam jechać autobusem, ale mi uciekł. - oznajmiła Ania.

-       Kocham przypadki. - uśmiechnął się Oliver. - Los chciał, żebyśmy spotkali się w takich okolicznościach. - odrzekł.

-       Nie mogę iść z tobą na kolacje. Gazety chodzą za wami krok w krok, potem będzie niezła afera. - oznajmiła.

-       Sława nauczyła mnie jednego, że nie ważne co o tobie myślą inni, ważne jest, co ty o sobie myślisz. - odrzekł Oliver.

-       Mam dla ciebie propozycje. - odpowiedział Jack.

-       Jaką? - spytała.

-       Oprowadzisz nas po Warszawie i pokażesz parę fajnych miejsc. - powiedział Adams.

-       Ale… - przerwali jej.

-       Będzie nam bardzo miło, a jakieś znaleźne się nam należy. - poprosił Jack.

-       Zgoda. - uśmiechnęła się.

-       To, co jutro o dziesiątej? - spytał żwawo Lukas.

-       Bardzo bym chciała, ale muszę iść do pracy. Dopiero w czwartek mam trochę czasu. - odrzekła Ania.

-       No to dogadamy się jeszcze. A teraz musimy już jechać. - oznajmił Alex.

Dziewczyna wyprowadziła całą piątek z domu. Stanęli przy ich samochodzie i jeszcze chwile rozmawiali, po czym się pożegnali.

-       To jest mój numer. Zadzwoń. - poprosił Oliver.

-       Postaram się. - uśmiechnęła się Ania.

-       Do zobaczenia w czwartek. Mam nadzieje. - odpowiedział Lukas.

-       Jeszcze się dogadamy.  - odrzekła.

Ania wróciła do domu, a chłopaki wsiedli do samochodu i odjechali. Przez całą drogę Oliver był zamyślony i nadzwyczajnie cichy. Dopiero po godzinie dotarli do hotelu, w którym mieszkali przed wypadkiem Olivera.

-       Pamiętajcie, że o czwartej mamy konferencje, a potem próbę. - przypomniał wszystkim Jack.

-       Spoko, na razie pójdę się położyć. - odpowiedział Oliver.

Oliver wszedł do holu i odebrał klucz z recepcji. Poszedł do pokoju, gdzie położył się na łóżku i myślał o Ani. Dziewczyna długo nie mogła się zebrać i dopiero wieczorem napisała do niego krótkiego SMS-a. Oliver od razu zadzwonił do niej. Po długiej rozmowie do drugiej w nocy położyli się spać. Od samego rana, gdy tylko wstali, esemesowali ze sobą. Następne dni mijały wszystkim jak dawniej. Ania chodziła do pracy i na warsztaty, a The Sought miało próby i konferencje. Ich menedżer i ochroniarze nie spuszczali ich nawet na krok.

Komentarze

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!
Dodaj komentarz

Naszepiaseczno - lokalna społeczność

Najczęściej czytane

Koncert Rykardy Parasol

Koncert Rykardy Parasol

17 listopada zapraszamy do Domu Kultury na koncert Rykardy Parasol. Rykarda...

Złoto dla Dominiki Rembelskiej

Złoto dla Dominiki Rembelskiej

Piaseczno od dawna słynie z mocnej reprezentacji sportów walki, a w...

Treny o mojej Matce

Treny o mojej Matce

7 listopada 2017 r. o godz. 20.00, w ramach Wtorku Teatralnego, Centrum Kultury...

Bajkowa niedziela w Piasecznie - Kamień na kamieniu

Bajkowa niedziela w Piasecznie - Kamień na kamieniu

12 listopada 2017 r. 14:30 i 16.00 Centrum Kultury w Piasecznie zaprasza na...

Jarmark Świąteczny w Lesznowoli

Jarmark Świąteczny w Lesznowoli

W sobotę 16 grudnia lesznowolski samorząd po raz pierwszy organizuje Jarmark...

Zabezpieczono 230 gramów nakotyków

Zabezpieczono 230 gramów nakotyków

Policjanci z Konstancina- Jeziornej zatrzymali dwie osoby, u których w...

Dziennikarstwo obywatelskie

Warsztaty umiejętności społecznych dla nastolatków

Warsztaty umiejętności społecznych dla nastolatków

Zapraszamy do udziału w warsztatach umiejętności społecznych dla...

Prezydent Gruzji z wizytą w Zalesiu Dolnym

Prezydent Gruzji z wizytą w Zalesiu Dolnym

Od środy, 8 listopada 2017 r., przybywa w Polsce prezydent Gruzji Giorgi...

Flagi dla mieszkańców

Flagi dla mieszkańców

W czwartek rano starosta Wojciech Ołdakowski rozdawał na dworcu w Piasecznie...

Weź udział w loterii – dla każdego coś fajnego!

Weź udział w loterii – dla każdego coś fajnego!

Szukasz sposobu na jesienne smutki? Spróbuj szczęścia i zawalcz o nagrodę...

Jak rozmawiać z małymi dziećmi. O seksie, seksualności i miłości

Jak rozmawiać z małymi dziećmi. O seksie, seksualności i miłości

26 października 2017 r. Wszechnica Rodzica zaprasza rodziców na warsztaty pt....