Masz talent do pisania i interesują Cię problemy naszej lokalnej społeczności? Chciałbyś/ałabyś przedstawić innym swoje przemyślenia i poglądy lub też zrobić relację z ważnego wydarzenia? Napisz do nas na kontakt@naszepiaseczno.pl i zacznij współtworzyć z nami jako dziennikarz obywatelski.

Poszukiwani przez miłość - 27 czerwca

Utworzone: sobota, 29 kwietnia 2017 Źródło: Anna Jagodzińska

Rano Ania i Oliver zaspali. Jack próbował się do nich dobić, waląc ręką w drzwi, ale dopiero po piętnastu minutach chłopak otworzył mu drzwi.

-       Co jest? - spytał zaspanym głosem Oliver.

-       Nic takiego. - powiedział spokojnym głosem. - Jest za piętnaście ósma. Macie pięć minut na wyszykowanie się. - krzyknął zdenerwowany Jack, a chłopak nagle oprzytomniał.

W tym czasie Ania wstała z łóżka i podeszła do Jacka.

-       Hej. - uśmiechnęła się i pocałowała go w policzek.

-       No teraz już wiem, dlaczego zaspaliście. - odparł, spoglądając na koszulkę nocną Ani.

-       Wczoraj mieliśmy wizytę pana Roberta. - tłumaczyła się dziewczyna.

-       To ja pójdę do łazienki, a wy pogadajcie. - oznajmił Oliver i wyszedł.

-       Fajną masz piżamkę. - wyszeptał Jack.

-       Przestań. Nie zauważyłam, że to ta. - odpowiedziała i założyła szlafrok.

-       A co w niej takiego złego? - dopytywał się Jack.

Dziewczyna podeszła do swojej torby i wyjęła z niej koronkowy komplet, który powinna założyć pod piżamkę.

-       Bo to jest do tego. - odrzekła i podniosła w górę czarno-czerwony komplet.

-       Seksowne. - zaśmiał się Jack. - A wy razem? - zapytał.

-       Nie. - pokręciła głową.

Nagle Oliver wyszedł z łazienki. Ania szybko wzięła swoją torbę i zamknęła się w łazience, by uniknąć dalszych pytań Jacka.

-       Gadałeś z nią? - spytał Black.

-       Miałeś taką okazję i z niej nie skorzystałeś? - zapytał szeptem Jack.

-       Wiesz, że nie mógłbym. - odparł Oliver.

-       Czy to dla ciebie takie trudne? - spytał zaszokowany Adams.

-       Jack, daj spokój. - prosił go przyjaciel.

-       Z czym ma dać spokój? - zapytała Ania wychodząca z łazienki.

-       Jack wymyślił, że w Gdańsku pójdziemy na zakupy i kupimy ci prezent. - skłamał.

-       CO? Nie zgadzam się. Pomyślcie o Alex’ie. Przecież ma niedługo urodziny - dwudziestego czwartego jak się nie mylę. - oznajmiła.

-       Nie mylisz się, ale skąd wiesz? - spytał Jack.

-       Robiłam referat o was. Jak mogłabym zapomnieć o datach urodzenia. Najstarszym z was jest Lukas, Jack ostatni jest Jacob. Jesteście z rocznika osiemdziesiątego ósmego. Potem jest Alex - z 1990 i najmłodszy z was jest Oliver z 18 kwietnia 1993. - wyjaśniła.

-       Jak ty to wszystko zapamiętałaś? - spytał Oliver.

-       Takich rzeczy się nie zapomina. - odpowiedziała dumnie. - To, co jedziemy? - zapytała. -Jest już ósma. - dodała.

-       Tak, jedziemy. Chłopaki pewnie już są na dole. - odrzekł Adams.

Jack wyszedł z pokoju Olivera i poszedł po swoje rzeczy. Poczekał na parę przed ich pokojem, a gdy wyszli z pokoju, cała trójka zjechała windą na dół.

-       Oliver zachowuj się. - powiedział. - Jak możesz pozwolić damie nosić te ciężkie torby? - spytała Jack.

-       Jack nie jestem damą. Żeby być damą, trzeba się zachowywać jak dama. Nie jestem taka jak inne dziewczyny. Wiecie o tym bardzo dobrze. Dam sobie radę. - oznajmiła Ania.

-       Nie zachowujesz się jak dama? - zdziwił się. - Masz na myśli? - zapytał Jack, kołysząc biodrami w przód i tył z uśmiechem.

-       Jack, jesteś zboczony. - zaśmiała się. - Nie o to chodzi. - wyjaśniła.

-       A o co? - dopytywał się Adams.

-       Ale co? - spytał Jacob, biorąc torby od Jacka.

-       Nic takiego. - spławiła go niechcący Ania.

Jack i Oliver poszli do recepcji się wymeldować, a Ania z Jacobem wyszła przed hotel, gdzie stał już zniecierpliwiony Lukas i Alex.

-       Ile będziemy na was czekać? - zapytał Lukas.

-       Już się wymeldowują. - odparła Ania.

-       No nareszcie. - powiedział Alex na widok Olivera i Jacka podchodzących do nich.

Jacob schował wszystkie rzeczy do bagażnika i całą piątką wsiedli do samochodu. Po chwili Jack usiadł na miejscu kierowcy i ruszył w stronę Białegostoku. Podczas podróży wszyscy rozmawiali, śmiali się i żartowali. W połowie drogi, tak gdzieś po dziesiątej dojechali do Ostrowa Mazowieckiego. Zatrzymali się na parkingu przed jedną z restauracji Mc'Donalds.

-       Ja byłem ostatnim razem. Teraz ty Jack. - oznajmił Lukas.

-       No dobra. Co chcecie? - spytał Jack.

-       Jak chcecie, to mam kupony do Maka. - odrzekła dziewczyna, wyjmując z torebki dwie kartki kuponów.

-       To, co wybieramy? - zapytał Oliver, kładąc rękę na ramionach Ani.

-       Proponuje wam zestaw dla par. - odpowiedział za dziewczynę Jack.

-       Przecież oni nie są razem. - zdziwił się Lukas.

-       Mogę im powiedzieć? - szepnął jej do ucha Oliver.

-       Czemu nie. - odparła, patrząc w oczy swojego chłopaka.

-       O co wam chodzi? Co przed nami ukrywacie? - spytał Alex.

-       Ania zgodziła się zostać moją dziewczyną. - oznajmił chłopak i pocałował swoją wybrankę w policzek.

-       To wspaniała wiadomość. - odrzekł Jack i uścisnął przyjaciela, a potem Anie.

Cała szóstka weszła do budynku. Chłopaki wraz z Anią usiedli przy stoliku, a Jack podszedł do kasy. Z pomocą kuponów zamówił cztery powiększone McZestawy i jeden zestaw dla par. Po piętnastu minutach Jack, Oliver i Alex przyszli z zamówionym jedzeniem. Oczywiście Alex dostał wegetariańskie wersje. Chłopaki postawił tace na środku stołu. Wszyscy, rozmawiając, zajadali się swoim obiadem. Para na koniec zostawiła sobie prezent. Po skończonym obiedzie wszyscy oprócz Olivera poszli do łazienki. Chłopak został sam i rozpakował prezent, który dostali w zestawie. Otworzył pudełeczko, a jego oczom ukazało się czerwone serce przedzielone na pół i dwa łańcuszki. Nagle zobaczył, że Ania z chłopakami nadchodzą i energicznie zamknął pudełeczko.

-       Jesteśmy. Możemy już jechać. - powiedziała dziewczyna.

-       Co to? - zapytał Jacob, zabierając z rąk Olivera pudełko. - Ooo. Ollie, jaki ty jesteś romantyczny. - dodał, pokazując chłopakom zawartość pudełka.

-       Jesteś taki bogaty, a kupujesz dziewczynie serduszko za dwa euro. Żałosny jesteś. - zaśmiał się Lukas.

-       Oddaj mi to. - zabrał mu prezent i wyszedł z budynku.

Ania wybiegła za nim, a chłopaki wyszli z budynku chwile później.

-       Ollie. - krzyknęła.

-       Chłopaki mają racje. - odpowiedział Oliver.

-       Nie mają. Prezenty daje się z  miłości do kogoś i nieważne ile one kosztują. Gdyby Lukas dał mi złoty naszyjnik, a ty ten to wybrałabym ten od ciebie, bo jest dla mnie cenniejszy. Nie ważne jest, co masz, tylko co potrafisz z siebie dać. - odparła i odchyliła włosy.

-       Co? - spytał chłopak.

-       Zakładaj. - rozkazała mu.

Oliver z uśmiechem na twarzy założył część serduszka na łańcuszek i zapiął go na szyi dziewczyny, po czym pocałował. Dziewczyna odwróciła się i złożyła namiętny pocałunek na jego ustach. Chłopak z radości podniósł ją do góry.

-       A nie mówiłem, że ładna z nich para. - powiedział Jack do Alex’a.

-       Mówiłeś, mówiłeś. A teraz zbieramy się, bo nie zdążymy. - odrzekł Alex.

-       Ollie zbieramy się. - krzyknął Lukas.

-       Idziemy. - odpowiedział mu Oliver. - Kocham cię. - szepnął Ani do ucha.

-       Ja ciebie też. - oznajmiła z uśmiechem. - Teraz ty. - dodała.

Dziewczyna wzięła od niego drugi łańcuszek i serduszko, po czym zapięła je na szyi chłopaka. Oliver jeszcze raz pocałował Anie, tylko tym razem w policzek. Położył rękę na jej ramieniu i poszli do chłopaków.

-       Oliver chciałem cię przeprosić. Nie wiem, co mi odbiło. - powiedział Lukas.

-       Nie gniewam się. Jesteśmy przyjaciółmi. - odparł i przytulił przyjaciela po męsku.

-       Nie chce przerywać wam ten wspaniałej chwili, ale powinniśmy już ruszać. - odrzekł Jacob.

Cała szóstka wsiadła do samochodu i Jack ruszył. Oliver całą podróż trzymał Anie za rękę. Druga połowa trasy zleciała jeszcze szybciej niż pierwsza. Do hotelu w Białymstoku dotarli o trzynastej. Chłopaki wynajęli pokoje i zostawili  w nich wszystkie rzeczy.

-       Co teraz? - zapytała Ania.

-       Próba przed koncertem. - odpowiedział Lukas.

-       Pierwszy raz będę na waszej próbie. - oznajmiła.

-       Pierwszy raz nasz fan i dziewczyna jednego z nas będzie na próbie. - odparł Jacob.

-       Czuje się zaszczycona. Zapiszę to w swoim CV.  - zaśmiała się.

-       Czuj się wyjątkowa. - powiedział Gray.

-       Dobra Lukas nie podlizuj się, to dziewczyna Olliego. - odrzekł Jacob.

-       Wiem, wiem. To, co idziemy na tę próbę? - spytał Lukas.

-       Tak. - odpowiedział Jack.

Wyszli z hotelu i ruszyli do miejsca, gdzie ma odbyć się koncert. Scena była ogrodzona barierkami, a przed nimi stało dwóch zdenerwowanych mężczyzn.

-       Co wy sobie wyobrażacie? - zapytał jeden z nich.

-       Spokojnie. Ania poznaj - to jest nasz menedżer Chuck. Chuck to jest nasza koleżanka - Ania. - powiedział Jack.

-       Nie kłóćcie się tutaj. Wejdźmy do środka. - zaproponował drugi mężczyzna.

Przeszli przez teren koncertu, do sceny i weszli za kulisy. W pokoju The Sought nie było nikogo, więc mogli spokojnie porozmawiać.

-       Co wy wyprawiacie? - spytał Chuck.

-       Nic. - odpowiedzieli chórkiem.

-       Jak mogliście uciec z hotelu? - zapytał ponownie.

-       Nie uciekliśmy z hotelu, tylko przenieśliśmy się z Warszawy do Białegostoku, żeby było bliżej na koncert. - tłumaczył ich Jack.

-       Dlaczego nic nie powiedzieliście? Wiecie, jak Steven się na mnie wkurza? - spytał poirytowany.

-       Mieliśmy umowę. - odparł Lukas.

-       Ale wy jesteście gwiazdami pop’u. Nie możecie sobie tak po prostu chodzić po ulicy. - wyjaśnił Chuck.

-       Joe chodził za nami krok w krok. A poza tym umawialiśmy się ze Stevenem, że w Polsce mamy wolną rękę. Zero dziewczyn. Zero ochroniarzy. Tylko my i imprezy. - oznajmił Alex.

-       I tłum fanów chodzący za wami. - dodał Joseph.

-       Jakoś w Warszawie nikt nas nie rozpoznał. - odrzekł Jacob.

-       Bo nie wiedzieli, kiedy przyjeżdżacie. Myśleli, że przed samym koncertem. - odpowiedział Chuck.

Nagle do pokoju, w którym siedzieli, wszedł mężczyzna po trzydziestce. Miał krótkie czarne włosy i również czarną brodę. To był główny menedżer The Sought - Steven Clark.

-       Cieszę się, że was widzę chłopcy. - powiedział.

-       My też. - odpowiedzieli jedno głośnie.

-       Jak tam samodzielny przejazd z Warszawy? Duże korki? - dopytywał się ich Steven.

-       Nie. - odparł Jack.

-       To ty o wszystkim wiedziałeś? - zapytał Chuck.

-       Przecież umawialiśmy się z chłopakami, że mają wolną rękę w Polsce. Tylko mają nie wyjeżdżać z Polski. I jeżeli nie zdążą na próbę albo koncert to koniec wolnego. - oznajmił Clark.

-       Dlatego przyszliśmy na próbę trochę wcześniej. - odrzekł Oliver.

-       Dobra teraz na serio. Chłopaki bierzecie się do roboty. Co dwa dni macie koncert, chyba dostaliście rozpiskę ode mnie? - spytał.

-       Mam ją w telefonie. - odparł Lukas.

-       No i tego się trzymajmy. Macie do zagrania kilkanaście koncertów i nic was nie może rozproszyć. Dlatego nie braliście ze sobą dziewczyn. - spojrzał na Anie. - A ona co tutaj robi? - zdziwił się.

To jest nasza koleżanka Ania. Poznaliśmy ją kilka dni temu w okolicach Warszawy. - odpowiedział Jack.

-       Miało być zero dziewczyn. - odrzekł Steven.

-       Przebierzemy ją w męskie ciuchy i będzie udawać chłopaka. - zaśmiał się Alex.

-       Nie wnikam, ale wszystko ma zostać w tym pokoju. - spojrzał na dziewczynę jakby za chwilę miał jej coś zrobić.

-       Tak, oczywiście. - odpowiedziała.

-       Jak mówiłem. Macie się ostro wziąć do roboty. Próby przed samymi koncertami, to była wasza decyzja, żeby grać stare hity. - oznajmił Clark.

-       Dlatego trasa nazywa się "Throwback". *"Powrót do przeszłości". - odparł Lukas.

-       Też prawda. Próby będą w zależności, o której na nie przyjdziecie. Więc to zależy od was, jak długą będziecie mieć próbę. Dwie godziny przed samym koncertem macie czas na relaks i możecie sobie odpocząć. - powiedział Steven.

-       Skończyłeś już? - zapytał Jack.

-       Jeszcze dwie sprawy. Chuck jak chłopaki zaczną się wygłupiać, to od razu dzwoń do mnie. I jest jeszcze jedna prośba. Joseph ma być w tym samym hotelu co wy. - poprosił, przez co chłopaki posmutnieli.

-       Przecież się umawialiśmy. - odrzekł Jacob.

-       Ale nastąpiła pewne komplikacje i jakaś fanka włamała się do waszego pokoju w Warszawie. Na szczęście zabrała tylko bluzkę, w której były pewne papiery. - odpowiedział Steven.

-       Czyja była ta bluza? - spytał z przerażeniem Oliver, przypominając sobie, że nie może znaleźć swojej ulubionej bluzy.

-       Twoja. Była tam wypis ze szpitala. Wiesz coś o tej sprawie? - zwrócił się do Olivera.

-       Ollie miał wypadek na motocyklu. - wyjaśnił Jacob.

-       I dopiero teraz o tym mówicie? - zdziwił się Chuck.

-       Nie było o czym. - tłumaczył się Oliver. - Miałem wypadek i Ania mnie uratowała. To wszystko.

-       Możecie wyjść na chwilę? - spytał Clark.

-       My? - zdziwili się.   

-       Tak. Muszę porozmawiać z waszą nową koleżanką. - powiedział z powagą Steven.

-       To my lepiej zostaniemy. - odrzekł Jack.

-       Wolałbym, żebyście wyszli. - odpowiedział Clark.

-       Nie mogę zostawić swojej dziewczyny samej z Tobą. - oznajmił Oliver.

-       Twojej dziewczyny? - zdziwił się i prawie zbladł z wrażenia.

-       Mojej dziewczyny. - powtórzył Black.

-       Przecież miało być zero dziewczyn. - odparł Steven.

-       Mówiłam im, że będę przeszkadzać. - tłumaczyła się Ania.

-       Ale Ania jest naszą przyjaciółką, a to co innego. - wyjaśnił Jack.

-       Was wszystkich? - zapytał zdziwiony.

-       Tak nas wszystkich. - odrzekł Jacob.

-       Okej, nie wnikam, co wy ze sobą robicie. Ale zero kłopotów. Pamiętajcie. - oznajmił Clark.

-       Pamiętamy. - odpowiedzieli.

-       To ja uciekam. Jeszcze dzisiaj muszę być w Nowym Jorku. - powiedział.

-       W Nowym Jorku? - spytał Jacob.

-       Planuje wam trasę koncertową na przyszły rok. - odparł Steven.

-       Znów będziemy mieszkać w tej rezydencji? - zapytał Lukas z uśmiechem na twarzy.

-       Możliwe. Jak zasłużycie. - odpowiedział Clark.

-       My nie zasługujemy? - spytali go chórkiem.

-       Zobaczymy. - uśmiechnął się. - A teraz muszę lecieć. - dodał.

Menedżer pożegnał się z Chuckiem, Josephem i chłopakami z The Sought. Po czym wyszedł z pokoju.

-       Chodź. - Jack wziął Anie za rękę.

-       Gdzie? - zapytała.

-       Na oficjalną próbę The Sought. - oznajmił Jack.

-       A z wielką chęcią. - uśmiechnęła się.

Ania wraz z chłopakami ruszyła na scenę. Zespół zaczął ćwiczyć, a dziewczyna kręciła się wokół nich. Próba trwała do godziny osiemnastej. Potem cała szóstka dostała dwie godziny przerwy i udała się do pokoju przygotowań.

-       Nie zdawałam sobie sprawy, że macie tak ciężko. - powiedziała Ania, siadając na kanapie.

-       Najgorzej jest jak mamy śpiewać nową piosenkę. - odrzekł Jack.

-       Jeden błąd i musimy zaczynać od nowa. - odparł Alex.

-       A zdarzyło się wam pomylić słowa piosenki albo zaśpiewać wers z innej? - spytała.

-       Tak, żeby pomylić piosenki to nie. Ale kiedyś pomyliliśmy wersy w piosence "Happy you came" i po pierwszej zwrotce zaśpiewaliśmy trzecią. - odpowiedział Lukas.

-       A to bardzo ciekawe. - uśmiechnęła się. - Chciałabym to usłyszeć. - oznajmiła.

Chłopaki rozmawiali z Anią o wszystkim, a w tym czasie tłum fanów zbierał się pod sceną. Dziewczyny przepychały się, a nawet biły o miejsca najbliżej sceny. Przerwa zleciała bardzo szybko i zespół musiał wychodzić na scenę. Po dwóch godzinach ich koncert się kończył.

-       Nasz koncert niestety dobiega końca, ale obiecujemy wam dwie rzeczy. - powiedział Jack.

-       Za dwa dni zobaczymy się w Olsztynie. - odrzekł Alex.

-       I pod koniec każdego koncertu zadedykujemy miastu oraz wam, tym którzy przyszli na koncert i tym którzy nie mogą z nami być inną piosenkę. - oznajmił Oliver.

-       Dziś dedukujemy specjalną piosenkę. - odparł Jacob.

-       Dedykujemy ją wam i naszej przyjaciółce Ani - piosenkę... - zapanowała chwila ciszy. - "Happy you came" - krzyknął Lukas.

Oliver usiadł przy fortepianie i zaczął grać, a Jack stanął na środku z chłopakami i zaczął śpiewać. Po skończonej piosence pomachali fanom i ukłonili się.

-       Trzymajcie się. - powiedział Jacob.

-       Do zobaczenia na następnym koncercie. - oznajmił Oliver.

Chłopaki spojrzeli na tłum fanów, który krzyczał "we want more" co wolnym tłumaczeniu oznaczało - "chcemy więcej" i zeszli ze sceny. Przez kolejne dwie godziny rozdawali autografy i spędzali czas z fanami. Po czym zabrali Anię do klubu i bawili się z nią do białego rana.

Komentarze

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!
Dodaj komentarz

Naszepiaseczno - lokalna społeczność

Najczęściej czytane

ODERWANIE. Wystawa fotografii lotniczej

ODERWANIE. Wystawa fotografii lotniczej

27 października 2018 r. Konstanciński Dom Kultury zaprasza na wernisaż...

Darmowa Pomoc Prawna w Urzędzie

Darmowa Pomoc Prawna w Urzędzie

Już od listopada serdecznie zapraszamy do skorzystania z darmowej pomocy...

Zatrzymano parę podejrzewaną o dokonywanie kradzieży w galeriach handlowych

Zatrzymano parę podejrzewaną o dokonywanie kradzieży w galeriach handlowych

Policjanci z wydziału kryminalnego zatrzymali kobietę i mężczyznę...

Bilet Metropolitalny - zmiana godzin wydawania

Bilet Metropolitalny - zmiana godzin wydawania

Z uwagi na zmniejszające się zainteresowanie Biletem Metropolitalnym...

Spektakl - Na początku zawsze jest chaos

Spektakl - Na początku zawsze jest chaos

6 listopada 2018 roku zapraszamy na premierę teatru Expoart, podczas której...

Noc grozy na zamku w Czersku

Noc grozy na zamku w Czersku

W sobotę 3 listopada 2018 r. o godz. 16.30 szykujemy kolejną dawkę grozy!...

Dziennikarstwo obywatelskie

Zaduszki konstancińskie

Zaduszki konstancińskie

Towarzystwo Miłośników Piękna i Zabytków Konstancina oraz Konstanciński...

STO lat niepodległości na płycie

STO lat niepodległości na płycie

Młodzi hip-hopowcy z Góry Kalwarii nagrali płytę z okazji 100-lecia...

Weź udział w loterii i leć w tropiki!

Weź udział w loterii i leć w tropiki!

Na jesienne smutki najlepszy jest… wyjazd w ciepłe kraje! Spróbuj...

Uzdrowisko Konstancin-Zdrój świętuje 40-lecie powstania tężni

Uzdrowisko Konstancin-Zdrój świętuje 40-lecie powstania tężni

40 lat minęło jak jeden dzień! Tak mogą powiedzieć ci, którzy pamiętają...

Dzień sąsiada w Górze Kalwarii

Dzień sąsiada w Górze Kalwarii

W najbliższą sobotę, 13 października, zapraszamy na sąsiedzkie spotkanie...